Niestety w Brazylii jest bardzo duzo pingwinow, ktore zostaly zdryfowane przez silne prady z Patagonii. Temperatura jednak nie daje im szans na przezycie:(
Niestety w Brazylii jest bardzo duzo pingwinow, ktore zostaly zdryfowane przez silne prady z Patagonii. Temperatura jednak nie daje im szans na przezycie:(
Wszystko u nas okej. Jestesmy wlasnie w Niteroi, dzisiaj wybieramy sie do MACa-muzeum sztuki wspolczesnej. Jutro rano wracamy do Sao Paolo na samolot. Mam nadzieje, ze zdazymy gdyz mamy tylko godzine na przesiadke. A jak nie to wezmiemy nastepny. Zatem do zobaczenia w Polsce.
Alez oczywiscie ze imprezujemy jak tylko przyjedziemy. do oporu:) juz tesknimy za sopotem. ja bynajmniej.
No a u nas zrobilo sie pieknie i slonecznie. dzis spedzilismy dzien na plazy, jutro wyplywamy na maly rejs. Jest cicho, spokojnie i to nam sie podoba. Jestesmy chyba jedynymi bialasami na wsi. Total chillout.
Owoce morza na obiadek i tym sposobem wydajemy nasze ostatnie grosze…od pazdziernika na grochowce.
buziaki pozdrowki dla wszystkich. i do zobaczyska
A wiec wybralismy miejsce, w ktorym w tym tygodniu powinno wyjsc slonce. Jak na razie dzis caly dzien pada, wiec slabo. Jednak mamy nadzieje ze sie polepszy. No nic sezon turystyczny rozpoczyna sie tutaj dopiero w grudniu wiec chociaz ceny sa ciut nizsze.Jestesmy 9 godzin od Sao Paolo i jakies 3 godziny za Rio w wiosce Pero obok Cabo Frio. W planach mamy jutro przemiescic sie do Buzios oraz odwiedzic muzeum w Nitreoi. Bede pisac. Buziaki
Szczesliwie i bardzo luksusowo dolecielismy do Sao Paolo. MIejsca, gdzie konczymy nasza wyprawe. Zostal nam jeszcze tydzien, ktory chcemy spedzic na jednej z tutejszych plaz. Jeszcze nie wiemy dokladnie gdzie. Bedziemy podazac za sloncem i dobra pogoda. Chociaz tutaj juz zaczyna sie pora deszczowa. Moze sie uda znalezc troche slonca.
Jutro pewnie ostatni dzien razem.Tutaj sie rozdzielamy. Laurent wylatuje za 2 dni. Kuba i Paulina zostaja pozwiedzac Sao Paolo, a pozniej jada do Rio skad maja samolot. A my odbijamy w nieznane.
Do uslyszenia.
Plaza z Limie.
Przepyszne peruwianskie danie- surowa ryba.
Jacek byl pod wrazeniem tutejszych pocztowek. Jego kolekcja.
Stolica Boliwii z gory.
Jezioro Titicaca.
Plywajaca wyspa na jeziorze.
Zostalam zmuszona.
Peru jest krajem wielu mozliwosci.
Lamy napedzaja tutaj przemysl turystyczny. Za zdjecie z lama trzeba slono zaplacic.
Policja odprowadza turystow na postoj taksowek, po czym namawia taksowkarza aby zabral piatke pasazerow do jednego samochodu, zapisujac przy tym numery tablic rejestracyjnych- a wszystko to dla dobra bezpieczenstwa. Policjanci witaja sie z turystami i podprowadzaja aby czuli sie bezpiecznie.
A tak apropos taksowek to w wiekszosci samochody TICO, ktore wygladaja jak gokarty.
A tak apropos bezpieczenstwa to nawet pod prysznicem mozna zginac. Nowinki techniczne i samorobki w Peru raza pradem gdy sie bierze prysznic. Mogliby je nazwac, elektryzujace prysznice.
A tak apropos zwierzat jeszcze, to mozna tu zjesc swinke morska lub kota na obiad. A popic koktajlem z zaby, ktora miksuja w mikserze na oczach zamawiajacego.
Tak wiec bawimy sie dobrze.)
Tak naprawde o Limie za duzo nie napisze. Bo wczoraj po poludniu przyjechalismy. To ostatnia stolica na naszej liscie. I z tego co slyszelismy malo interesujaca. Na razie moge tylko napisac, ze jest szaro. Pada deszcz, nie ma slonca. Miasto nad Pacyfikiem, ktore nie wykorzystuje swego polozenia. Z autokaru jedynie widzialam puste, brudne plaze z jakimis opuszczonymi budynkami przemyslowymi.
Co ciekawe w Limie wczoraj wieczorem nie bylo swiatel ulicznych. Wszyscy pomagaja sobie klaksonami.
Jednak Machu Picchu jest inne. Pomimo, iz bardzo turystyczne [wszystkie ceny podawane sa np w dolarach] robi przeogromne wrazenie. Wioska Aguas Calientes czyli gorace zrodla to najblizsza osada obok gory Machu Picchu. Wioska w samym srodku dolinki, dookola same szczyty, do tego zrodla termalne i rzeczka, sa tez w poblizu wodospady w lesie rownikowym. Duzo mostkow i sciezek do spacerowania. A w lesie kolorowe ptaki, duzo krzykliwych papug, bananowce, drzewa papayi, przepiekne orchidee, ale tez duzo upierdliwych muszek.
Wstalismy o 4.00 zeby juz od 4.40 ustawic sie w kolejke na pierwszy autokar na Machu Picchu. Bus odjezdzal o 5.30. Przed nami bylo sporo ludzi, ktorzy wstali wczesniej. Wszyscy jednak bez problemu zalapalismy sie na transport. Autokar podjezdzal jeden za drugim. Jednak na szczyt WaynaPicchu, ta wysoka gora ktora widac z tylu na zdjeciu, wpuszczaja tylko pierwsze 200 osob o 7 rano. Potem o 10 kolejne 200 osob i na tym koniec. Zalezalo nam zeby tam sie wdrapac i zobaczyc z gory Machu. O 10 jest juz upal wiec chcielismy zalapac sie na 7.00.
I udalo sie. Po wielu trudach wdrapalismy sie na sama gore, zeby zjesc tam sniadanko. Wejscie bylo bardzo strome i trudne. Zakwasy mamy do dzisiaj. Nie byl to typowy szlak turystyczny, z laweczkami czy poreczami. Byla to ledwo widoczna sciezka ulozona ze skal, prawdopodobnie jeszcze przez Inkow. Na samej gorze byly opuszczone ruiny Inkaskie. Miejsce, w ktorym zapiera dech..
Machu trzeba koniecznie zobaczyc. Mysle, ze wiele jest jeszcze nie odkryte. Robi niesamowite wrazenie. Do tego owiane tajemnica. Nikt tak naprawde nie wie czy zbudowane przez Inkow czy przechwycone przez nich. Ponoc cale zloto zabrali ze soba jak uciekali przed Hiszpanami. Ale gdzie ono jest zakopane tez nikt nie wie. Powoli odkopuja kolejne partie miasteczka, ktore ukryte jest pod pnaczami wysokiej dzungli. Mysle, ze wiele tez zostalo rozkradzione juz przez miejscowych.
Udalo nam sie wejsc na Machu za polowe ceny. Ja z Jackiem weszlismy na karty studenckie Pauliny i Kuby. Duza oszczednosc. Gdyz sam pociag z Cusco do Aguas kosztowal 50 dolcow w jedna strone. Musielismy jakos kombinowac, zeby nie dac sie wkrecic w korbe tej dolarowej machiny. Zeszlismy z Machu na piechote zamiast brac busa za dolce. I wracalismy tez innym polaczeniem.
Wszyscy tutaj chca zarobic. Generalnie jak sie wysiada z pociagu, czy busa taksowkarze chca rozerwac na strzepy. Przechodzac ulica wszyscy ciagna za reke, zeby wejsc i cos kupic czy zjesc. Klasyk w miejscach gdzie jest bieda. Z kazdym trzeba sie targowac. Czasami az sie nie chce.
Oki uciekam powoli. Caluje i do ulsyszenia.
Ostatnio nie napisalam wiele, gdyz nie starczylo czasu. Dzis chcialam wrzucic pare zdjec i zajelo mi to wlasnie 45 min z wielkim niepowodzeniem. Internet jest tu tak wolny..szkoda gadac.
Wlasnie musze konczyc tak naprawde. A wiec wszystko u nas okej. Bylismy na wycieczce zobaczyc kanion Colca. Kapalismy sie w zdrodlach termalnych w gorach. Dzisiaj jestesmy na Machu Picchu. Jutro z samego rana idziemy obejrzec wschod slonca. Dzisiaj widzielismy przepiekne widoki, wodospady.
buziaki