it’s like a jungle sometimes

hej filips..na koh san mieszkamy a wiec imprezy mamy przed hotelem..troche duzo bialasow tutaj no ale coz wszedzie blisko..tuk tukami sie wozimy bo tutaj nie ma metra ani sky traina..a zbyt goraco by isc..

agson jaca przelozyl tajski boks na weekend bo ponoc sa lepsze walki w weekendy..nie bedziemy leszczy ogladac co nie:)

jemy wszystko co sie da i na razie bez niespodzianek trawiennych:)mam nadzieje tak zostanie! ..

znalezlismy fajna wegetarianska knajpke..pyszne jedzenie..ale karaluchy biegaja..dzisiaj dwa jackowi spadly na plecy i juz odchodzi apetyt…choc w sumie karalale to tutejszy przysmak..

jutro o 8 rano wyruszamy do kambodzy..damy znac pewnie po powrocie..buzka papa

Jedna odpowiedź do “it’s like a jungle sometimes”

  1. filip mówi:

    heheh ja tez sie podobnie dalem zrobic tuk tukom, tylko ze jak mnie wywiozl do swiatyni a pozniej do krawca to przy nastepnej swiatyni wyszedlem tylnim wyjsciem i naraaaa:)
    Na khaosan troche hardkor, same bialasy na imprezie z bucketami wodka z redbullem 2 w cenie 1:) wiem bo bylem:)
    A karaluchy spoko, jadlem swierszcza i pasikoniki. niezle nawet takie chipsy.
    No i jak w bangkoku to rozwazcie jescze raz powaznie ping pong show;]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.